22 września 2016

96. „Manwhore” Katy Evans

Tytuł: Manwhore
Tytuł oryginalny: Manwhore
Cykl: Manwhore (tom 1)
Autor: Katy Evans
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 400
Data wydania: 16 września 2016

Lubię twórczość Katy Evans i nigdy tego nie ukrywałam. Myślę, że swoim stylem autorka wyróżnia się na tle innych autorek lubujących się w tym gatunku, jej książki są lekkie i przede wszystkim przyjemne w odbiorze, a niejedni mogą jej pozazdrościć lekkiego i zabawnego pióra. Humor to coś, co charakteryzuje książki Evans. Z jednej strony otrzymujemy zabawne opowieści, z drugiej zaś autorka sprawnie wplata cięższe wątki, którym poświęca wystarczająco dużo uwagi.

Real i Mine to książki, którymi udowodniła, że nawet nieco schematyczną historię można wzbogacić o ciekawe, dzięki czemu zyskuje na wartości. Jak wypada więc Manwhore w tym zestawieniu? 

Magazyn Edge nie funkcjonuje już tak dobrze, jak kiedyś, dlatego trzeba podjąć odpowiednie kroki, aby pismo nie upadło. Potrzeba więc chwytliwego i kontrowersyjnego artykułu, który przyciągnie uwagę ludzi. Tematem ma się stać najbogatszy i najbardziej tajemniczy kawaler Chicago — Malcom Saint oraz jego życie. Nie jest jednak łatwo do niego dotrzeć, dlatego trzeba znaleźć sposób, aby zbliżyć się do niego i wyciągnąć wszelkie smaczki, które mogą zaspokoić ciekawość społeczności. Tego zadania podejmuje się Rachel, która ma na początku uwieść Sainta, aby przeprowadzić z nim wywiad. Dla niej to szansa, aby w końcu mogła awansować oraz żeby mogła się coraz bardziej rozwijać. Jednak czy to odpowiednia droga, aby wspinać się na kolejne szczeble kariery? Czy postąpi wbrew sobie i wykorzysta szansę, którą dostała od Edge?
Krytykowani jesteśmy za nasze metody walki o bezpieczniejsze miasto — niektórzy twierdzą, że są zbyt pasywne, inni, że pozbawione sensu — ale moje zdanie jest takie, że nawet najcichsze głosy zasługują na to, aby ich wysłuchać.
Pewnie przez moment pomyśleliście, że to kolejny Grey, bo wiele elementów podczas streszczania zaczęło się powielać. Cóż, mnie też opis częściowo zwiódł, ale wiedziałam, aby ślepo nie porównywać książki do trylogii stworzonej przez E L James. Głównie dlatego, że Katy Evans to zupełnie inna kategoria, autorka wie, o czym pisze, konsekwentnie prowadzi akcję, a stworzeni przez nią bohaterowie są wyraziści i mają ciekawą osobowość. Nie patrzcie więc na Manwhore przez pryzmat Pięćdziesięciu twarzy Greya, bo choć niektóre z elementów są początkowo takie same, to każda z autorek zupełnie inaczej prowadzi dalszą akcję.

Rachel to mądra i ambitna młoda kobieta, która ma w życiu określone cele. Nie jest postacią bez jakiegokolwiek charakteru. Autorka nadała jej ciekawe i barwne cechy, które poznajemy podczas czytania całej książki. Saint to natomiast mężczyzna, którego trudno rozgryźć. Z jednej strony otwarty na nowe znajomości, z drugiej zaś tajemniczy i zamknięty w sobie. Ten mężczyzna to jedna, wielka sprzeczność. Wydaje mi się jedną z niewielu męskich postaci w literaturze tego typu, która naprawdę czymś się wyróżnia i warto ją poznać. Co prawda jest ukazany w samych superlatywach, ale nie przywiązywałam dużej uwagi. Liczyła się dla mnie jego osobowość, a nie kolejne akapity poświęcone jego urodzie. Choć to i tak nie było w jakiś sposób irytujące. Saint to bardzo ciekawie wykreowana postać, mężczyzna, który wie, czego chce i wie, w jaki sposób to osiągnąć.  Postacie stworzone przez Katy Evans są wyraziste, pełne charakteru i obdarzone dużym poczuciem humoru. Mają do siebie dystans, a to działa na korzyść tej książki. Każdy z bohaterów ma swoje wady i zalety, przez co wydają się jeszcze bardziej realni.
Zamykam oczy i myślę o jego twarzy (...), kiedy mnie zobaczył, jego twarzy zawsze tak pełnej rezerwy i tajemniczej, jakby nie pozwalał nikomu zobaczyć i przekonać się, kim naprawdę jest albo czego naprawdę chce.
Relacje Rachel i Malcolma nie są trudne do opisania, ale nie ma też sensu się nad nimi rozdrabniać — lepiej samemu poznać ich historię i przekonać się, czy było warto. Początkowo każdy z bohaterów bał się podjąć odpowiednie kroki, bał się zaangażować i wciągnąć w wir namiętności i pożądania. Z każdą kolejną stroną ten dystans się zmniejszał, a postacie coraz lepiej się poznawały, choć nadal miały swoje tajemnice. Same sceny erotyczne są ukazane w dwojaki sposób. Niektóre z nich są subtelne i delikatnie zarysowane, inne natomiast są czułe i namiętne. Autorka zgrabnie zarysowała wątek erotyczny w Manwhore, dzięki czemu czytelnik nie czuje się w żaden sposób przytłoczony i zdegustowany opisanymi scenami. Stanowią one ciekawy dodatek dla całej historii.

Fabuła Manwhore została naprawdę nieźle poprowadzona, obyło się bez zbędnych dramatów i dosadnych scen. Może jest nieco sztampowa w niektórych momentach, ale została również wzbogacona o ciekawe rozwiązania, które podwyższają wartość książki. Wszelkie wydarzenia toczą się powoli, swoim tempem. Autorka nie przyśpiesza, ale też nie spowalnia akcji. Z jednego wątku przechodzimy płynnie w drugi. Choć na główny plan wysuwa się tutaj relacja Rachel i Sainta, to możemy też liczyć na poboczne wątki, które zostały opisane w mniej lub bardziej ciekawy sposób. 

Jak już wspominałam, lubię styl, którym posługuje się Katy Evans. Zdania są krótkie, treściwe, a wszelkie wydarzenia opisane w naprawdę barwny i plastyczny sposób. Książkę pochłania się w błyskawicznym tempie, a to za sprawą lekkiego pióra autorki. 

Obok tej historii nie sposób przejść obojętnie, wręcz przeciwnie, to opowieść, która wzbudza silne emocje. Będziemy wraz z bohaterami przeżywać wszelkie wydarzenia z ich życia. Na przemian będziemy się uśmiechać, cieszyć i smucić, a nasze serce niejednokrotnie zabije mocniej na wzmiankę o Saincie. Zarówno wydarzenia, jak i poszczególne postacie wywołają w czytelniku całą gamę niezapomnianych emocji. Po przeczytaniu zakończenia będziecie chcieli koniecznie się dowiedzieć, co dalej.
Czuję na skroniach opuszki jego palców. Odgarnia mi włosy z czoła, żeby lepiej mnie widzieć. Mam wrażenie, że jego dłonie pozostają tam przez ułamek sekundy, a jednocześnie przez całą wieczność. Mrugam, niechętnie odrywając trzęsące się dłonie od jego karku i opuszczając je wzdłuż ciała. Mój wzrok skupia się na oszałamiająco przystojnej, męskiej twarzy.
- Ja... Nie możemy tego robić.
- Już to zrobiliśmy. I robimy, Rachel.
Spod długich rzęs przygląda się swojemu dziełu: moim wilgotnym i spuchniętym ustom.
Czymś, co przyciąga wzrok czytelnika, jest okładka. Zdecydowanie wyróżnia się kolorystyką, ponieważ gradienty nie należą do najpopularniejszych rozwiązań, jeżeli chodzi o okładki książek. Róż i czerń to dobre połączenie kolorystyczne, a dodatkowo para ukazana na okładce wzbudza zainteresowanie potencjalnego czytelnika. Sam tytuł pozostaje zagadką, ponieważ po przeczytaniu opisu nie do końca wiemy, czego możemy się spodziewać po tej książce.

Jeżeli spodziewaliście się mocnego erotyku, to niestety, ale poczujecie się rozczarowani. Manwhore to przede wszystkim historia, w której napięcie zostaje budowane stopniowo, akcja toczy się powoli, a emocje, które towarzyszą przy czytaniu, są często skrajne. Katy Evans po raz kolejny udowodniła, że potrafi poprowadzić historię w taki sposób, aby była ona zarówno zabawna, jak i wzruszająca. 

***
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.
SZABLON WYKONANY PRZEZ RONNIE